sobota, 3 kwietnia 2010

Small city life, czyli wyznania z miasteczka.


Z której strony by nie patrzeć, w którym miejscu by nie przyklepać, jakby nie ugryźć - jestem mieszkańcem małego miasta. Dumna gmina Miasto Ozorków szczyci się jakimiś nagrodami, zaszczytami, mamy nawet gminy współpracujące w Szwecji i we Włoszech! Gmina na medal!
Tak jak i mieszkanie w każdym innym miejscu, spędzenie tutaj całego dotychczasowego życia ma swoje zalety. Potem niestety te zalety obracają się w wady.
Tak, jakbyś zgadł(a). Nie lubię mieszkać w małym mieście. Nie lubię mojego kąta, mojego zadupia, mojej małej ojczyzny. Pewnie sporo ludzi zamieniłoby się ze mną. Ale ja się w tym mieście duszę, nic nie poradzę.
Tak więc prezentuję - ogólnie, subiektywnie i niekoniecznie miło o tym, co w moim "mieście" mi przeszkadza.
Tradycyjność. Zapewne większość z was spotkała się z moherową armią. Większość tych pań (wyjątków nie znam, ale pewnie są) nie da sobie przetłumaczyć, że internet to świetne źródło informacji, muzyka metalowa nie służy do odprawiania czarnych mszy, niewierzący mogą iść do nieba, a niepełnosprawny nie wstanie z wózka i nie ustąpi jej miejsca w autobusie - wszędzie SZATAN, trzeba chronić pozostałych dobrych ludzi, wyplenić zarazę i siać, siać, siać. Może nie jest to zjawisko identyczne, ale podobna mentalność występuje w moim mieście. Wszystko, co nie my wymyśliliśmy, jest obce, a obce - złe. Chrońmy więc nasze pociechy przed wpływem zachodu, wschodu, południa, nawet północy (swoją drogą takie opieranie się na Skandynawii by się na przydało - może nie idealne, ale bardzo wysoko rozwinięte kraje, pod każdym względem, polecam tą prezentację w całości, jest tam też fragment porównujący Polskę i Finlandię) i zróbmy sobie na granicach mury, tak nam dopomóż Maryjo Zawsze Dziewico i ojcze Tadeuszu, amen. Jeśli więc w naszym mieście pojawiłby się typowy homoseksualista (zadeklarowany, ubierający się w typowe ubrania), zostałby pewnie złapany decyzją Rady Miasta przez ludzie w widłami i pochodniami, ubiczowany, wsadzony do wrzątku, a do ciała gawiedź wezwałaby egzorcystę. Giń, oryginalności!
Szybkość rozchodzenia informacji. Tak, zjawisko nazywane poza miastem "cała wieś wie", a małych miastach funkcjonuje pod nazwą "całe miasto o tym mówi". Wydawałoby się, że fajnie. Z tym, że wiadomości są różne. Niekoniecznie potwierdzone. "A podobno Zocha, ta od Nowaków jest w ciąży z murzynem!". Tylko nie z murzynem, a z Pawlakiem, nie ta od Nowaków, tylko od Kowalskich, i nie w ciąży, tylko w wesołym miasteczku. Prędkość rozchodzenia się informacji w mieścinach przekracza prędkość światła, a głupoty, jakie można usłyszeć (czasem nawet o sobie) powodują nietypowe zjawisko anatomiczne - opad szczęki połączony z wybuchem śmiechu/płaczu.
Chamstwo. Tak, ja też zapewne jestem tego przykładem, choć walczę jak tylko mogę z instynktami małomieszczańskimi. Każdy uznaje swoje prawo do wszystkiego, swoją rację za najswojszą, a rację innych za niegodną nawet obalenia, bo to się rozumie samo przez się. A jak wiadomo, najlepszą metodą nauki jest bicie, co wiadomo od lat w dziedzinach takich jak wychowanie czy dyplomacja międzynarodowa. Tak więc uczymy słabszych, że nasza prawda to święta prawda, ich prawda to (pardon my french) gówno prawda, a tylko jedno prawo jest przestrzegane zawsze - prawo dżungli.
Alkoholizm - to zjawisko ogólne, materiał na kolejny felieton. Beware!
Wszechobecna stagnacja. Nuda. Nic się nie dzieje. Nic. Jak w moich felietonach - ciągle to samo. Nikt nie organizuje imprez (wyłączając dyskoteki - mamy erę tańca, każdy musi lubić!), a nawet jak ktoś się przełamie i zorganizuje imprezę, srogo się zawiedzie - ludzie nie przyjdą wcale, a jak już przyjdą, to pijani, zobaczyć co się dzieje, zniszczą coś i impreza przyniesie więcej strat niż zysków, a ludzie i tak nic z niej nie wyniosą. Ludzie zwyczajnie nie mają czasu na takie imprezy, bo są zajęci marudzeniem, że nic się nie dzieje. I koło się zamyka.
Nie lubię mieszkać w Ozorkowie. Chciałbym mieszkać w dużym mieście, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Myślę, że tam pojawiłyby się inne problemy, ale i źródło byłoby inne. Bo podstawowym źródłem tych ww. problemów jest, w moim mniemaniu, nieumiejętność życia w społeczeństwie.
Na koniec - mieszkańcy metropolii, miast, miasteczek, wsi - opisujcie swoje wrażenia względem małych mieścin. Chciałbym wiedzieć czy to zawsze tak, czy tylko moje Ozorków stanęło w czasie... Więc (nigdy nie myślałem że to powiem) - proshe o komciaski :D
No i jak powiedziałem, spodziewajcie się kolejnego felietonu - o sporcie narodowym - alkoholizmie.

3 komentarze:

  1. ooo... To ja Wasza wierna czytelniczka, funkcjonująca niegdyś pod pseudonimem "koleżanka z Łodzi" się wypowiem. Bo mam co powiedzieć.

    problemy które opisujesz w sumie występują wszędzie. nie ma znaczenia wielkość miasta, miasteczka, wsi... no, może oprócz szybkości roznoszenia się wiadomości. ale to też ma miejsce, z tą różnicą, że nie na całe miasto a powiedzmy osiedle. co się dzieje w Łodzi? nic sie nie dzieje... czasem jakiś koncert. Dni Łódzi? coroczna porażka. to samo WOŚP i innego typu "imprezy". Chamstwo, mohery... wszędzie. do tego aż strach wychodzić wieczorem z domu, a komunikacja miejska to koszmar.

    Szczerze? Dałabym wszystko żeby móc mieszkać w Ozorkowie. Może też dlatego, że znam tu takich a nie innych ludzi... ale nie męczy mnie to miasto. a Łódź owszem...

    To tyle z mojej strony :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Łatwiej mimo wszystko w Łodzi o duże wydarzenia kulturalne - wystawy, festiwale, koncerty. Gwiazdy dużego pokroju praktycznie nie odwiedzają Ozorkowa (wyjątek - Dni Ozorkowa, ale zazwyczaj jest to jakaś gwiazdka aktualna, nie ma szans na rocka). Poza tym macie wiele pomniejszych klubów i pubów (jedyny nasz pub - Kanapa) i innych miejscówek fajnych na spędzenie czasu (m.in. moja ulubiona Manufaktura, w której zawsze się coś dzieje). Nie ma u was takiego zacofania, nie chodzi o same mohery, a o mentalność. Niebezpieczeństwo natomiast jest cechą większych miast, ale (jak zaznaczyłem w felietonie) wszystkie miejsca mają swoje wady.
    No i cieszę się, że ktoś to czyta i jest jakiś oddźwięk :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tylko, że łódź potrafi popsuć nawet to co ma. Plus Camerimage? i dużo mniejszych inwestycji... Ale cóż, prezydenta zmieniamy, może będzie lepiej.

    Ale ja i tak lubię Ozorków :P

    OdpowiedzUsuń